ŚwiętokrzyskieMałopolska

Sandomierz

 

Do Sandomierza turystów przyciąga serial „Ojciec Mateusz”. Musimy się przyznać, że aż 2/3 naszej ekipy nie miało pojęcia o jego istnieniu. Dla nas inspiracją do wizyty w tym pięknym mieście była powieść „Ziarno prawdy”. Chyba z trzy lata odkładaliśmy tę wycieczkę, w końcu się udało.

Sandomierz można zwiedzać na wiele sposobów. Jeden dzień to chyba zbyt mało, by dobrze poznać miasto i wszystkie jego atrakcje, dlatego spędziliśmy tutaj trochę więcej czasu. Zwiedzanie zaczęliśmy tradycyjnie od przekroczenia murów miasta jedyną zachowaną historyczną bramą.

Brama opatowska

To gotycka brama wjazdowa z drugiej połowy XIV wieku ufundowana przez króla Kazimierza Wielkiego. W XVI wieku dobudowano renesansową attykę. Na wieżę można wejść, na górze znajduje się punkt widokowy, ale kto liczy na super zdjęcia panoramy miasta będzie rozczarowany. Choć budynek znajduje się w dobrym położeniu, to płyty starego miasta nie zobaczymy, jedynie wieżę ratuszową. Widać za to dobrze wszystkie wieże kościelne.
Bilet wstępu kosztuje 6 złotych, wieża czynna jest codziennie od 9 do 19 godziny.

 

 

Ratusz

Ulicą Opatowską przechodzimy na Stary Rynek. Na samym środku stoi piękny ratusz. Pierwotnie była to budowla gotycka. Z tego okresu pochodzi południowa ściana budynku, na którym znajduje się zegar słoneczny (to już dzieło współczesne). Budynek kilkakrotnie został zniszczony, głównie przez pożary. W XVI wieku ratusz rozbudowano i nadano mu kształt prostokąta. W XVII wieku dobudowano wieżę.

 

 

 

Rynek to zdecydowanie najładniejsze miejsce w Sandomierzu. Zabytkowe kamienice można podziwiać godzinami. Krótki spacer wystarcza, by zauważyć duże nachylenie terenu. Kamienice na zachodniej ścianie są co najmniej o dwa metry wyżej położone niż te po wschodniej stronie.
Na rynku znajdziemy też mnóstwo restauracji i kawiarni, są też ogródki, które w wyjątkowo upalny początek maja pozwoliły nam trochę odpocząć. Jednak menu proponowane przez restauracje jest bardzo tradycyjne.

 

 

Z rynku idziemy w stronę bazyliki. Po drodze mijamy dom Długosza, w którym znajduje się Muzeum Archidiecezjalne.

 

 

Obok znajduje się Collegium Gostomianum, czyli dawna szkoła jezuicka, która powstała w 1602 roku, po likwidacji zakonu- szkoła świecka. Jest to jedna z najstarszych szkół działających nieprzerwanie.

 

 

Bazylika katedralna

Bazylika Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Sandomierzu to piękny kościół. Z zewnątrz możemy podziwiać jego gotycką surowość, choć fasada jest już barokowa. W środku aż kapie od barokowego i rokokowego przepychu. To jeden z nielicznych kościołów, w którym sztuka zachodu wymieszała się z wpływami wschodnimi.
Nie trzeba zwiedzać z przewodnikiem, ponieważ z głośników dobiega głos lektora, który ze szczegółami opowiada o historii i omawia najciekawsze dzieła znajdujące się w świątyni.

 

Król bigamista

Niestety przemilczany jest jeden ważny fakt. Otóż fundatorem świątyni był król Kazimierz III Wielki, który w ten sposób chciał odkupić swoje winy wobec kościoła. Czym podpadł papieżowi? Odpowiedź jest prosta, chodziło o kobiety, a w zasadzie o bigamię. Jak donoszą historycy król był bardzo kochliwy, ale to nie było problemem. Kochanki i nieślubne dzieci były tolerowane. Jednak Kazimierz Wielki wziął ślub z Jadwigą, kiedy żyła jeszcze jego poprzednia żona, z którą nie udało mu się wziąć kościelnego rozwodu. Zniecierpliwiony i pozbawiony spadkobiercy postanowił jak najszybciej poślubić zaledwie 14-letnią Jadwigę. W ten sposób wszedł w konflikt z kościołem. Chcąc zmazać swoje przewinienia wybudował kilka kościołów, między innymi w Sandomierzu.
Bigamia chyba nie została mu w niebie wybaczona, ponieważ nie doczekał się syna, Kazimierz Wielki miał tylko trzy córki.

 

 

Mord rytualny

Katedra w Sandomierzu w ostatnich latach miała mały problem z obrazem Karola de Prévot przedstawiającym rzekomy mord rytualny chrześcijańskiego dziecka dokonany przez Żydów. Na obrazie widzimy jak kilkoro Żydów w makabryczny sposób znęca się nad dzieckiem. Umieścili je w beczce nabitej gwoździami i w ten sposób toczą krew do naczynia. Przez wieki pojawiało się wiele mitów, jakoby Żydzi mieli używać krwi ludzkiej. Niektórzy wierzyli, że Żydzi rodzą się ślepi i dopiero przetarcie oczu krwią chrześcijan pozwalało im zyskać wzrok. Nie brakowało i takich pomysłów, że przy pomocy krwi niewinnego dziecka Żydzi sprowadzają zarazy na chrześcijan i ich zwierzęta albo, że krwi dodają do macy.
Obraz przedstawiający takie kłamstwa w naszych czasach musi szokować. Przez kilka lat obraz w katedrze był zasłonięty. Turyści nie mogli go oglądać. W końcu podjęto decyzję i obraz odsłonięto. Obok na ścianie umieszczono tablicę informacyjną, która objaśnia, że pokazane na obrazie wydarzenia nie są prawdziwe. To chyba najlepsze rozwiązanie. Historia nietolerancji to także ważny kawałek naszej przeszłości.

 

 

Zamek

Z bazyliki kierujemy się w lewo w stronę wzgórza, gdzie kiedyś znajdowała się najstarsza część miasta. Za czasów Kazimierza Wielkiego powstał gotycki zamek. Potem był kilkakrotnie przebudowywany. Dzisiaj możemy podziwiać budowlę renesansową. Chyba najlepiej prezentuje się od strony Wisły. W czasach rozbiorów Austriacy urządzili tu więzienie i Sąd Kryminalny. Obecnie w budynku znajduje się Muzeum Okręgowe. Sam zamek jest piękny, ale muzeum to chyba największe nasze rozczarowanie. Bilet wstępu kosztuje 15 złotych, a zbiory to jeden wielki miszmasz. W jednej z sal wystawowych znaleźliśmy nawet komiks „Kajko i Kokosz”.

 

 

Sandomierskie szachy

Muzeum odwiedziliśmy z myślą o zobaczeniu sławnych szachów. Matematyk w naszym zespole nie mógł tego odpuścić.
Gra w szachy powstała w VI wieku, pierwotnie nazywała się czaturanga, a ich kolebką były Indie. Gra szybko się rozprzestrzeniała. Historycy uważają, że do Polski dotarła w X wieku. Gra w szachy została ulepszona, wzbogacona o nowe sposoby rozgrywania partii, przede wszystkim przez arabskich entuzjastów tej gry.
Szachy sandomierskie archeolodzy wykopali w roku 1962. To znalezisko unikatowe, ponieważ zawiera cały komplet figur (brakuje tylko 3 białych pionków). Wykonano je ręcznie z poroża jelenia. Figury są niewielkie, najwyższa ma tylko 25 milimetrów. Historycy datują ich powstanie na XII wiek i bezsprzecznie wskazują na ich arabskie pochodzenie. Świadczy o tym brak postaci figuralnych, które były zakazane przez Koran.
Szachy sandomierskie znaleziono w zwykłej mieszkalnej półziemiance co pokazuje, że gra była popularna nie tylko wśród duchowieństwa i ludzi wykształconych, ale grali w nią również zwykli ludzie.

 

 

Dworek ojca Mateusza

Podróże kształcą. Gdyby nie wizyta w Sandomierzu Przemek pewnie nie dowiedziałby się o popularnym serialu „Ojciec Mateusz”. U podnóża zamku znajduje się sławny serialowy budynek.

 

 

Kościół Św. Jakuba i Dominikanie

Na wzgórzu powyżej serialowego dworku znajduje się klasztor Dominikanów i kościół św. Jakuba. Jest to drugi po krakowskim kościół dominikański w Polsce i jeden z najstarszych w Europie. Zakon Dominikanów powstał tutaj w roku 1226. Kościół pochodzi z okresu późniejszego, ale kryje kilka ciekawych zabytków. Warto zerknąć na kaplicę Świętego Jacka i dwa zabytkowe nagrobki. Jeden to kamienna płyta nagrobna rycerza, który zginął w bitwie pod Grunwaldem. Drugi nagrobek jest jeszcze cenniejszy. To fragment płyty nagrobnej polskiego rycerza z wyprawy krzyżowej.

 

 

Wąwóz Królowej Jadwigi

To prawie półkilometrowy wąwóz lessowy. Miejscami ściany osiągają wysokość 10 metrów. Wystające korzenie drzew tworzą niesamowity klimat. Było to podobno ulubione miejsce spacerów królowej Jadwigi, stad też pochodzi nazwa. Dla Maksa było to super miejsce do zabawy. Duże nachylenie podłoża, korzenie i tumany piasku pod stopami. Czy dwulatek potrzebuje czegoś więcej do zabawy? Wąwóz opuszczał ubrudzony jak po całym dniu spędzonym w piaskownicy.

 

 

Ucho igielne

Na starówkę wróciliśmy przez wąskie przejście w dawnych murach obronnych. Była to tak zwana furta dominikańska, a potoczna nazwa powstała przez skojarzenie z uchem igły. Furtka jest wąska przy ziemi i rozszerza się ku górze.

 

 

Podziemia

Na koniec pozostawiliśmy sobie chyba największą atrakcję, czyli zwiedzanie Podziemnej Trasy Turystycznej w Sandomierzu.
Sandomierz zbudowano na skałach lessowych, które doskonale nadawały się do drążenia. Kupcy początkowo budowali piwnice w celu składowania swoich towarów, ale szybko zaczęli je wykorzystywać w czasach wojny. To wtedy powstały niekończące się podziemne korytarze, w których ludność szukała schronienia. Piwnice w niektórych miejscach kopano do głębokości 30 metrów, budowano korytarze ewakuacyjne prowadzące za miasto.
Sieć podziemnych tuneli przez blisko 300 lat była niewykorzystywana, mieszkańcy zapomnieli o niej. Jednak liczne pęknięcia budynków w latach powojennych, a nawet zawalenie się trzech budynków zmusiły władze miasta do działania. Sprawą zajęli się górnicy i szybko znaleźli przyczynę problemów. Większość tuneli zasypano. Trasa którą można zwiedzać liczy zaledwie pół kilometra i składa się z 34 połączonych ze sobą pomieszczeń, położonych na głębokości od 4 do 12 metrów pod powierzchnią. Wejście do podziemi znajduje się w kamienicy przy ulicy Oleśnickich, natomiast wyjście w piwnicach ratusza. Bilet kosztuje 13 złotych, do podziemi schodzi się z przewodnikiem po zebraniu odpowiedniej grupy. W sezonie nie trwa to długo, a samo zwiedzanie na ogół mieści się w godzinie.

 

 

Maksa nie męczyliśmy już zwiedzaniem podziemi. Trasę przeszedł tylko Przemek. W tym czasie Maks odpoczywał na rynku. Po całym dniu zwiedzenia był zmęczony i nieziemsko umorusany. Odpoczywał na zabytkowym krawężniku.

 

 

Na koniec mała galeria zdjęć dziwnych wykonanych w Sandomierzu.