Szczeliniec Wielki – limitowane wejścia, bilety i trasa

Szczelinie Wielki, limitowane wejścia i bilety.

Zakotłowało się ostatnio na forach turystycznych w spawie wejścia na najwyższy szczyt Gór Stołowych. Najpierw pojawiły się fotki z olbrzymimi zatorami na szlaku. Wędrówka w takim tłumie musiała być koszmarem. Dyrekcja Narodowego Parku Gór Stołowych zadziała i wprowadza limitowane wejścia. Wtedy podniósł się straszny hałas, że jak to, w góry na bilety itp., ale to jedyne dobre rozwiązanie. Byliśmy podczas majówki. To działa.

Nasza główna fotka do artykułu najlepiej pokazuje charakter szlaku, który chcemy wam polecić. Wejście na Szczeliniec Wielki to prawdziwa przygoda i super widoki. Zanim opiszemy nasze wrażenia, powiemy o biletach i limitach. Nie dajcie się zaskoczyć. Bez wcześniejszej rezerwacji możecie mieć problem z wejściem na szlak. Rezerwację i bilet najlepiej kupić w internecie za pośrednictwem strony Narodowego Parku Gór Stołowych. Wybieramy rodzaj biletu, dzień i godzinę i przechodzimy do zakładki koszyk, żeby dokonać płatności. Przed wejściem na trasę znajduje się kasa biletowa, ale trafiają tu tylko bilety niesprzedane przez internet. W sezonie, w weekendy i w popularnych godzinach wycieczek raczej nie załapiecie się na bilet w kasie, a przynajmniej nie warto ryzykować. Wchodząc na trasę, spotkaliśmy kilku rozczarowanych turystów, którzy przyjechali w ciemno i biletów dla nich już nie było. I tu mała pocieszka dla pechowców- bez biletu można przejść szlak do schroniska i tam podziwiać piękną panoramę. Napić się kawy i posiedzieć na tarasie. Biletowany jest dopiero szlak za schroniskiem, nazywany labiryntem. Niestety sam szczyt znajduje się na trasie płatnej. Jeśli kolekcjonujesz koronę gór polskich, to musisz kupić bilet.

Bilet normalny kosztuje 12 zł, ulgowy 6 zł. Dzieci do lat 7 wchodzą za darmo. Trasa jest otwarta na ogół w godzinach od 9 do 19, ale zmienia się to w zależności od miesiąca. Sezon trwa od końcówki kwietnia do listopada. Z powodu trudnych warunków szlak w zimie jest nieczynny. Można wejść, ale na własną odpowiedzialność. My byliśmy w długi majowy weekend i w kilku miejscach napotkaliśmy lód i śnieg. Były poślizgi.

Dojazd i parking

Jechaliśmy od strony Kudowy. Słynna Droga Stu Zakrętów to małe preludium czekających nas atrakcji. Oboje jechaliśmy tą trasą w dzieciństwie. Powiemy szczerze, wtedy zrobiło to nas większe wrażenie. Samochód trzeba zostawić w Karłowie. Parkingów płatnych znajdziecie kilka. Cena od 15 do 30 złotych za dzień. W pobliżu jest kilka małych parkingów bezpłatnych, ale znalezienie miejsca to prawdziwy cud. Niektórzy zostawiają auta na poboczu w lesie. Nie radzimy – można zarobić mandat. Na terenie Parku Narodowego parkujemy tylko w oznakowanych miejscach. Dodatkowo szosa jest wąska. Sami byliśmy świadkami, jak powstał kilkukilometrowy zator. Nie utrudniajmy życia innym turystom.

Szlak na Szczeliniec Wielki

Żeby poznać historię szlaku wytyczonego na szczyt, musimy cofnąć się do XVIII wieku. W tamtych czasach dużą popularnością cieszyły się pobliskie Błędne Skały. Szczeliniec uchodził za górę niemożliwą do zdobycia. Lecz wkrótce to się zmieniło. W polityce iskrzyło między Prusami i Austrią. Na górze Ptak zbudowano fort. Kolejny miał powstać na najwyższym szczycie Gór Stołowych. Żołnierze robili rekonesans. W trudnym terenie pomagał im Franz Pabel, 17-letni chłopak z Karłowa (niem. Karlsberg). To wtedy utorowano wygodną ścieżkę na szczyt. Często przy pomocy materiałów wybuchowych. To ważna informacja. Podziwiając magiczne zakamarki, miejmy świadomość, że nie wszystkie przejścia stworzyła natura. Prusacy ostatecznie z budowy fortu zrezygnowali. Franz Pabel miał okazję wprowadzić na Szczeliniec króla Fryderyka Wilhelma II. Ta wizyta przyczyniła się od olbrzymiej popularności malowniczej trasy. Franz Pabel zaczął dorabiać, oprowadzając wycieczki. Z rąk króla Prus odebrał tytuł przewodnika królewskiego i kasjera Szczelinca Wielkiego. Prawdopodobnie było to pierwsze oficjalne powołanie na przewodnika górskiego w Europie. Moda na Szczeliniec przyciągnęła wielu sławnych ludzi. Był tutaj Johann Goethe i John Quincy Adams, prezydent USA, który na Szczeliniec wdrapywał się przed objęciem fotela prezydenckiego. Jak wiemy w Dusznikach, przebywał Fryderyk Chopin. Też przymierzał się do wejścia na szczyt, ale ze względu na stan zdrowia nie zdecydował się na wyprawę.

Historyczna trasa na Szczeliniec liczyła 665 stopni. Ile jest ich dzisiaj? To zadanie dla wytrwałych matematyków i przy okazji mała pomoc w wejściu na górę. Pierwsze podejście jest dość strome. Można się zmęczyć. Liczenie stopni może pozwoli zapomnieć o zmęczeniu.

Schronisko w stylu tyrolskim powstało na górze w roku 1845. Wszystkie materiały na budowę zostały wniesione na plecach budowniczych. Do dzisiaj nie powstała droga na szczyt. Zainstalowano tylko specjalną windę, którą dostarczane jest zaopatrzenie.

Uwaga. Na dalszą część trasy potrzebny jest bilet. Warto go wydrukować lub zapisać w pamięci telefonu, ponieważ przy kasach nie ma zasięgu. I jeszcze jedna ważna informacja. Pracownicy kierujący wejściem na szlak do schroniska na samym dole nie mają informacji o dostępnych biletach. Czy można je kupić w kasie, dowiecie się dopiero przy schronisku.

Labirynt i piekło

Za schroniskiem zaczyna się płatna, ale bardzo malownicza część szlaku. Stromo już nie będzie. Raczej  wąsko i ślizgo. To na tym odcinku natrafiliśmy na śnieg i lód. Odradzamy spacer z plecakami. W wielu miejscach będzie duży problem. Zwłaszcza w wielkiej szczelinie zwanej Piekiełkiem. Woda wypłukała margle i spowodowała odsuwanie się olbrzymich bloków piaskowca od pionu. Wygląda to malowniczo i czasami rzeczywiście trochę piekielnie. Tutaj kręcono Opowieści z Narnii.

Po drodze natraficie na kilka olbrzymich skał, które doczekały się własnych nazw (Ucho igielne, Kaczęta, Tron Liczyrzepy, Wielbłąd, Małpolud, Diabelska Kuchnia, Piekiełko, Niebo, Kołyska, Kwoka, Koński Łeb). Poniżej dokładna ich lokalizacja na mapie. To może być kolejna forma zabawy. Każdy ma szansę dojrzeć coś innego. Ograniczeniem jest tylko wyobraźnia. Nasz Maks widział przedziwne stwory. Tron Liczyrzepy to właściwy szczyt Szczelińca Wielkiego. Wdrapanie się obowiązkowe! To prościzna, ponieważ są metalowe schody.

Po wyjściu z labiryntu czeka was spokojna trasa do miejsca początkowego. Trasa przez las jest łagodna i przyjemna. Cała wycieczka powinna zająć około 2 godzin. Oczywiście wszystko zależy, ile czasu poświęcicie na podziwianie widoków oraz fotografowanie.

Część trasy prowadzi przez rezerwat ścisły, więc nie wolno schodzić z wytyczonej ścieżki. Zakazów jest więcej. Buuuu, ale przynudzamy, przecież znacie zasady panujące w rezerwacie.

Nie lubimy pchać się przed obiektyw. Słabi z nas mistrzowie selfie. Wolimy pokazywać fajne miejsca, zabytki, przyrodę i inne atrakcje, ale dzisiaj robimy wyjątek. Wszystko przez Maksa, kiedy zobaczyliśmy jego górską medytację nie mogliśmy się powstrzymać. Majówkowo pozdrawiamy Was z Gór Stołowych i obiecujemy, że kolejny raz na fotkach szybko nas nie zobaczycie.

Niektórzy narzekają na wprowadzone zmiany i limity. Na godzinę sprzedawanych jest maksymalnie 400 biletów. To daje średnio około 7 osób na minutę. To ciągle dużo, ale nam udało się w majówkę przejść bez korków i ścisku. Jesteśmy na TAK.