Fort V

 

Poznań dla Niemców miał olbrzymie znaczenie militarne. Oddalony od rosyjskiej granicy tylko o 60 kilometrów miał być główną linią obrony w wypadku wojny. Na obrzeżach miasta wybudowano kilka fortów. Co ciekawe te umocnienia nigdy nie miały okazji sprawdzić się w boju. Co prawda żołnierze niemieccy bronili się w nich w 1945 roku, ale ówczesna technika wojenna poszła tak do przodu, że XIX wieczne budowle nie na długo zatrzymały atakujące wojska radzieckie. Po wojnie miasto zapomniało o fortach, wstydliwie schowało swoją pruską przeszłość. Od kilku lat głównie dzięki pasjonatom militariów można niektóre forty zwiedzać. Ale są takie które miały mniej szczęścia. Wyruszyliśmy w teren by zobaczyć co pozostało z fortu V położonego przy ulicy Lechickiej.

Fort wybudowano w latach 1878-1886. Patronem został ówczesny szef niemieckiego Sztabu Generalnego Alfred von Waldersee. W okresie międzywojennym fort nie był wykorzystywany przez Wojsko Polskie. Opuszczone pomieszczenia wykorzystywali bezdomni i zamienili fort w tymczasowe koczowisko biedoty miejskiej. W czasie II wojny Niemcy urządzili tu więzienie, potem zadaszoną fosę wykorzystano jako hale produkcyjne. W lutym 1945 roku powstał tu szpital polowy. Kiedy Sowieci weszli do fortu to rannych wyprowadzili na zewnątrz i od razu rozstrzelali. Tych co nie mogli wyjść o własnych siłach spalili żywcem miotaczami ognia. Nawet ich nie pochowali. Wielu starszych Poznaniaków doskonale pamięta, że kiedy przychodzili tu jako dzieci to znajdowali jeszcze zwęglone ludzkie szczątki.

Fort V nie miał szczęścia. Po wojnie było jeszcze gorzej. Przez moment wykorzystywany był przez wojsko jako magazyny. W końcu zapadła decyzja o jego rozbiórce. Miała tędy przebiegać nowa obwodnica miasta. Niestety nigdy nie powstała. Rozbiórka nastąpiła w latach 1952-1960. Wówczas wiele elementów obiektu wysadzono, cegła z rozbiórki trafiła do Warszawy.

Dzisiaj obszar Fortu V to prawdziwe morze gruzów, betonu i cegieł. Cały teren porasta gęsty drzewostan. Fort nie jest ogrodzony i zabezpieczony. Postawiono jedynie w kilku miejscach tablice informacyjne -„Obiekt wysadzony i poddany rozbiórce, potencjalnie niebezpieczny. Osobom bez doświadczenia w turystyce fortecznej zalecane jest skorzystanie z przewodnika”.

Nie jest to rada na wyrost. Na zwiedzających czeka tu mnóstwo niebezpieczeństw. Wiele podziemnych korytarzy jest dostępnych, można się do nich dostać. Pod nogami często pojawiają się dziury w ziemi różnej wielkości. Olbrzymie bloki betonu nie są stabilne, łatwo je poruszyć. Tu naprawdę nie jest bezpiecznie, a przecież od pobliskich blokowisk dzieli tylko kilka kroków. Turystyka z dreszczykiem zawsze znajdzie swoich amatorów. Dla fanów militariów i fortyfikacji wysadzony obiekt ma olbrzymią wartość dydaktyczną, gdyż umożliwia obejrzenie szczegółów konstrukcji normalnie widocznych tylko na planach.