PolskaMałopolskaŚląskie

Żywiec

 

Jeden z ostatnich weekendów spędziliśmy w Beskidzie Żywieckim. Pogoda dopisała, mieliśmy znakomite warunki do zwiedzania miasta i spacerowania po górach. Naszą relację zaczniemy od wizyty w Żywcu.

 

W korku na autostradzie
Piątkowe wyjazdy często nie są dobrym pomysłem. Można utknąć w niezłym korku. Tym razem jednak wyjechaliśmy dość wcześnie, zdążyliśmy przed osobami wracającymi z pracy. Tylko co z tego? Jak zwykle wpakowaliśmy się w korek na autostradzie A4. Udało wam się kiedyś płynnie pokonać A4?
Stoją w korku, można też podglądać życie, rolnik pod fabryką z wielkimi kominami. Może produkuje zdrową żywność?

 

 

 

Rynek w nocy
Dobra koniec z żartami. Do Żywca dotarliśmy dość późno. Nasz chłopak zdążył się w aucie porządnie wyspać i o położeniu go spać o przepisowej porze nie było mowy. Ruszyliśmy na  spacer. To chyba pierwszy przypadek, kiedy Maks zwiedzał miasto po zmroku. Rynek w Żywcu w nocnej scenerii wygląda świetnie, istny festiwal kolorów.

 

 

 

Spacer został przerwany przez znalezienie maszyny Boba.

 

 

 

Różowy ratusz
Rynek w dzień też prezentuje się wyśmienicie. Ratusz to najważniejszy budynek w tym miejscu. Drewniana konstrukcja powstała w roku 1706. Obecny murowany ratusz powstał w roku 1868. Całkiem niedawno przeszedł gruntowy remont. Koszt to jedyne milion euro. Dopiero w świetle dziennym zauważyliśmy odważny kolor, na jaki go pomalowano. Jak wam się podoba różowy ratusz? Podobno wielu mieszkańców jest niezadowolonych z takiego koloru.
W narożniku rynku stoi zabytkowa dzwonnica kościoła parafialnego wzniesiona w roku 1723 na miejscu drewnianej, która spłonęła pożarze.
Wiele wartościowych dokumentów znaleziono podczas remontu budynku w roku 2001. Dokumenty opisujące kolejne remonty znajdowały się w słoju i ukryte były „bani”, czyli wykończeniu dachu, znajdującym się pod krzyżem zwieńczającym kalenicę.

 

 

Zamek
W Żywcu znajdziemy dwa zamki, a w zasadzie zamek i pałac. Oba budynki znajdują blisko siebie.
Stary Zamek znajduje się na miejscu średniowiecznego zamku zniszczonego w roku 1477 przez wojska króla Kazimierza Jagiellończyka. Przebudowa zamku nastąpiła w latach 1485-1500, dalsza rozbudowa miała miejsce w 1567. Wtedy powstał arkadowy renesansowy dziedziniec, który bez zmian zachował się do dzisiaj. Nam bardzo się spodobał. To jedno z ładniejszych miejsc w Żywcu. W budynku znajduje się miejskie muzeum.
Nowy Zamek to klasycystyczny pałac zaprojektowany przez Karola Pietschkę.
Po wojnie znajdował się tu Zespół Szkół Drzewnych i Leśnych. Z budynkiem wiąże pewna ciekawa historia.
Po upadku komuny rodzina Habsburgów wystąpiła z wnioskiem o zwrot majątku. We wrześniu 2001 roku do zamku powróciła córka arcyksięcia Karola Olbrachta Karola, księżna Maria Krystyna Altenburg, dla której urządzono mieszkanie w jednym ze skrzydeł dawnej rezydencji. Księżna mieszkała tam do swojej śmierci w 2012 roku.

 

 

 

Jesienne kolory
Obok zamków znajduje się park. Pierwotnie urządzony w stylu włoskim, potem wzorowano się na angielskim.
Mieliśmy szczęście – park odwiedziliśmy chyba w najbardziej dogodnym momencie. Polska złota jesień zamieniła go w cudowne miejsce. Znaleźliśmy w trawie bardzo fotogeniczne grzybki. Maks brał się do zrywania, chyba pomylił je z sowami, które kilka dni wcześniej szukaliśmy w lesie.
Na wyspie w parku znajduje się domek w stylu chińskim, tylko kto pozwolił postawić obok takie parasole?

 

 

 

Browar i muzeum
Mówimy Żywiec i widzimy przed oczami kufel złocistego napoju. Browar powstał w roku 1856. Dzisiaj to niestety producent piwa, które określamy mianem „piwo przemysłowe”. Unikamy takich produktów, jeśli decydujemy się na piwo, to wybieramy produkty małych browarów. Zmierzając do muzeum browaru, przechodziliśmy obok zakładu. Palety z piwem w puszkach stały na słońcu. Co znajduje się w środku, że piwo się nie psuje?
Co do samego muzeum to byliśmy bardzo rozczarowani. Nasłuchaliśmy się wiele dobrego, a w zasadzie dostaliśmy jedną wielką reklamę zakładu. Mało starych rekwizytów związanych z browarem, przekombinowane prezentacje multimedialne, zwiedzanie tylko w grupie. Do tego bilet kosztuje 30 złotych. Rzadko odradzamy, ale tym razem mówimy- jesteśmy na NIE. Po zwiedzeniu muzeum zostaniemy zaproszeni do baru, w cenie biletu mamy do wyboru piwo albo sok.
Fotki z muzeum wyszły nawet nieźle, ale tak to już jest z fotografią – potrafi kłamać.

 

 

 

W muzeum nakręciliśmy swój pierwszy krótki filmik. To się nazywa mieć nosa. Stanęliśmy w doskonałym miejscu i wirtualny barman mówił wprost do kamery.

 

 

 

Podczas tego wyjazdu byliśmy bardzo zadowoleni z wybranych noclegów. Najbardziej chyba Maks. Odnosiliśmy wrażenie, że wolałby pozostać w domku i bawić się na miejscu.
Ośrodek Wypoczynkowy Igor to doskonałe miejsce dla rodzin z dziećmi. Jeszcze o nim napiszemy.