Czy Rowy to klasyczny kurort nad polskim Bałtykiem?

zachód słońca nad morzem na plaży w Rowach

Czy Rowy to klasyczny kurort nad polskim Bałtykiem? Zwiedzamy Rowy, atrakcje i zabytki. Co ciekawego można jeszcze zobaczyć w okolicy?

Rowy to świetna propozycja dla miłośników spacerów, wycieczek rowerowych i długich wypraw do Słowińskiego Parku Narodowego. Wieś liczy 400 mieszkańców, ale w sezonie wynosi około 5 tys. To prawdziwy najazd turystów. Pojawia się klasyczny klimat znany z innych nadbałtyckich miejscowości. Tłok, stragany z chińszczyzną, fastfoodowa gastronomia i parawany na plaży. Ale jest trochę inaczej. Może przez  ograniczoną ilość pozwoleń wydawanych na sprzedaż alkoholu. Głośnych dyskotek do samego rana raczej tu nie ma.

Z drugiej strony nie namawiamy was na Rowy w celu plażowania i niekończących się kąpieli słonecznych. Rowy to znakomita baza wypadowa, a szlaków i ciekawych miejsc w okolicy jest mnóstwo. Miłośnicy wędrowania i przyrody będą zachwyceni. Naszą relację zaczniemy od opisu wyprawy na ruchome wydmy. Potem napiszemy kilka słów o samej miejscowości.

Słowiński Park Narodowy został utworzony w roku 1967. Obecnie zajmuje obszar 327 km². Pod względem wielkości nie mieści się w pierwszej dziesiątce, ale za to aż 5.619 ha podlega ochronie ścisłej. To plasuje park na trzecim miejscu w Polsce i pokazuje z jak ważnymi przyrodniczo terenami mamy do czynienia. Charakterystycznymi elementami parku są przymorskie jeziora, bagna, łąki, torfowiska, bory i lasy, ale przede wszystkim wydmy ruchome

Nasza trasa

Na wydmy można dotrzeć, wędrując wzdłuż wybrzeża. Spacer po plaży jest dość długi (prawie 20 kilometrów), ale widoki są znakomite. My wybraliśmy dojazd autem na parking koło Muzeum Słowińskiego Parku Narodowego i szlak prowadzący do latarni w Czołpinie, potem do plaży nad morzem, krótka wędrówka w kierunku zachodnim aż do zatopionego lasu, powrót plażą do wejścia na Wydmę Czołpińską.

Kto startował z Łeby na wydmy, na pewno przekonał się, że nie jest to tania wyprawa. Drogi parking i przejazd meleksem, do tego bilet do poniemieckiej bazy z czasów II wojny. Trudno zrezygnować z takiej atrakcji. Całość wychodzi drogo. Mamy dobrą wiadomość tym razem będzie o wiele taniej.

Parking kosztuje 2 zł za godzinę. Spacer może zająć nawet 5 godzin, ale to ciągle tylko 10 zł. Wejście do parku kosztuje 7 zł.

Latarnia Morska Czołpino położona jest na wydmie porośniętej lasem sosnowym na wysokości 55 m n.p.m. Budowę ukończono 1875 roku. Z powodu trudnych warunków terenowych było to duże wyzwanie. Materiały budowlane przywożono na barkach. Latarnia ma wysokość 25 metrów. Początkowo korzystano z lampy zasilanej olejem. W okresie międzywojennym zmieniono zasilanie na elektryczne. Podejście do latarni jest dość strome, ale niedawno zbudowano schody, które ułatwiają wspinanie. Na twardzieli czeka piaszczysta droga obok schodów. Obiekt udostępniony do zwiedzania. Bilet normalny kosztuje 4 zł, ulgowy 2 zł. Warto wspiąć się na górę i podziwiać widok na morze i wydmy.

Z tarasu widokowego na latarni morskiej widać dobrze Wydmę Czołpińską. Trochę przeszkadzają drzewa, ale fotka pokazuje z jakim olbrzymem mamy do czynienia.

Wydma Czołpińska w Słowińskim Parku Narodowym

Bór sosnowy

Z latarni udajemy się w kierunku plaży. Czeka nas prawie kilometrowy spacer przez bardzo ciekawy teren. Tajemniczy, trochę straszny, z rachitycznymi i powykrzywianymi drzewami. To bór bażynowy w nadmorskim pasie wydm w Słowińskim Parku Narodowym. Skrajnie trudne warunki powodują, że sosny mają dziwne kształty. Trudny dostęp do wód gruntowych, podłoże to w zasadzie czysty piasek i silny wiatr znad morza. Do dna tego ekosystemu dociera całkiem duża ilość światła, co powoduje występowanie roślin i mchów także w czasie zimy. Stąd to wrażenie intensywnej zieleni. Nazwa boru pochodzi od występującej tu licznie bażyny czarnej. Jej owoce są jadalne i kiedyś były wykorzystywane do barwienia płótna na czerwono.

Wychodzimy na plażę i znowu czekają nas super widoki. Morze piasku, czasem kamienie, drewno wyrzucone przez fale i roślinność walcząca o każdą kroplę wody. Turystów tu dociera bardzo mało, więc możemy podziwiać fantazyjne kształty na piasku zbudowane przez wiatr. Plaża w jednym miejscu robi się prawie kamienista. Wygląda to świetnie.

Zatopiony Las

Po zejściu na wybrzeże można pójść w prawo w kierunku wejścia na wydmy lub ruszyć w lewo, by po półgodzinnym marszu dotrzeć do zatopionego lasu. To zasypane prawie trzy tysiąca lata temu pozostałości lasu bukowo-dębowego. Tak schowane i zakonserwowane dotarły do naszych czasów. Kilka lat temu potężny sztorm odsłonił to, co pozostało po puszczy.  Najbardziej niesamowicie wyglądają czarne połacie drewna tuż pod powierzchnią wody. Kończymy podziwiać i niestety czeka nas droga powrotna, ale warto tu dotrzeć, żeby zobaczyć tę osobliwość. Jeśli wybierzecie długą, bo prawie 20-kilometrową wędrówkę z miejscowości Rowy na ruchome wydmy to będziecie przechodzić obok zatopionego lasu.

Na plaży ustrzeliliśmy kadr podobny do tego zrobionego w Chorwacji, który od dawna używamy w naszym blogowym logo. To najlepszy dowód, że Polska ma do zaoferowania wiele ciekawych atrakcji.

Plaża w Słowińskim Parku Narodowym

Ruchome wydmy Słowińskiego Parku Narodowego.

Słyszymy to hasło i widzimy mega popularną Wydmę Łącka w Łebie. Chcemy pokazać o wiele większą Wydmę Czołpińską. W Łebie ma wysokość około 30 m. Ta na fotkach jest prawie dwa razy większa. Tworzy wzniesienie o wysokości 56 m n.p.m. Możemy podziwiać tu dwa rodzaje wydm – białą i szarą.

Pierwsza bez roślinności. To czysty piasek. Piaskownica, pustynia jak krzyczał nas maluch, wspinając się z łatwością na kolejne wzniesienie. Nogi grzęzły w piasku. Rodzice z trudem podążali za synkiem. Zasapani i wykończeni. Dobrze, że tego nie widzieliście. Kondycja u nas leży.

Wydma szara jest częściowo ustabilizowana. Porusza się wolniej i pokryta jest ubogą roślinnością z zaczątkiem powstawania gleby. Można tu podziwiać głównie piaskownicę zwyczajną i wydmuchrzycę piaskową, która jest tak efektowna, że pojawia się często w ogrodach domowych.

W drodze powrotnej na parking wędrowaliśmy przez malowniczy las. Czasami musi być tu dość wilgotno, ponieważ w kilku miejscach zbudowano kładki. W przydrożnych rowach stała woda. Ze ścieżki patrzyliśmy kilka dorodnych podgrzybków, ale z grzybobrania nici- jesteśmy przecież na obszarze chronionym.

Potwór wypatrzony w lesie

Zjem sobie całego grzybka – powiedział Ślinik Wielki, którego spotkaliśmy w lesie. To jeden z największych w Polsce ślimaków. Może osiągnąć długość nawet do 18 centymetrów. Jest czarny, rudy, brunatny lub pomarańczowy. Nasz głodomór był czarny jak węgiel. Ten ślimak nie posiada skorupy. Pewnie niektórzy powiedzą, że wygląda obrzydliwie. Ślinik żywi się roślinami oraz padliną, ale ostatnio głośno było o zaobserwowanych ślimakach w ptasich gniazdach i martwych pisklakach nadgryzionych przez tego potwora. Nie  wiadomo dlaczego ptaki nie widzą w nim agresora. Największym wrogiem tego żyjątka na pewno są działkowcy. Te potwory potrafią narobić niezłych szkód w ogródku.

Ślinik Wielki to jeden z największych ślimaków w Polsce

W okolicy Smołdzińskiego Lasu trafiliśmy na pozostałości starego cmentarza ewangelickiego z charakterystycznymi metalowymi krzyżami.

Rowy (kaszb. Rowë, niem, Rowe) nadmorska wieś letniskowa. Według danych z 2007 roku miała 397 mieszkańców. To dawna osada rybacka. Tereny, na których leżą Rowy wchodziły w skład Polski od czasów Mieszka I aż do XIII wieku. Przez wieki wioskę zamieszkiwała tylko ludność słowińska. Później przybywało coraz więcej niemieckich osadników.

Zabytkowy kościół w Rowach

W Rowach warto zobaczyć neogotycki kościół z drewnianą dzwonnicą. Pierwsza świątynia w tym miejscu powstała w XV wieku. Do roku 1799 ksiądz wygłaszał kazanie w języku słowińskim.

Zwiedzamy Rowy. Zabytki i atrakcje

Język słowiński uznawany jest za dialekt języka kaszubskiego. Od XIX wieku parafie i szkoły w tym regionie przechodziły na język niemiecki. Język słowiński zanikał. Ostoją pozostali rybacy, którzy ciągle go używali. Całkowity zanik kultury słowińskiej przyniósł koniec II wojny światowej i migracja prawie wszystkich mieszkańców wsi słowińskich do Niemiec.

Zwiedzamy Rowy. Zabytki i atrakcje

Obecny kościół powstał w latach 1844-1849. Zbudowano go z ciosanych głazów z Kamiennej Wyspy na jeziorze Gardno. Pewnie stąd pojawiły się o legendy o diable, który został oszukany przez sprytną kobietą. Pewien rybak założył się o duszę z diabłem, który miał w jedną noc wybudować kościół. Budowa szła świetnie i przerażona żona rybaka postanowiła ratować męża. Obudziła koguta, a ten zapiał. Diabeł pomyślał, że przyszedł ranek i zakład przegrał. Wściekły ciskał kamieniami po okolicy i w ten sposób powstała Kamienna Wyspa na jeziorze.

W Rowach znajdziemy klasyczną promenadę z ławkami, które chronią przed wiatrem. Ciekawostką jest sztuczna rafa z betonu, Wybudowano ją, żeby chronić plażę przed morzem, zabierającym piasek. Przy małych falach podobno można ją wypatrzyć. Nam się nie udało.

Promeda w Rowach

Oczywiście nie mogło zabraknąć klasycznego ujęcia. W pochmurny i wietrzny dzień polowaliśmy na fotki wzburzonego morza.

Rowy falochron

Port rybacki

W Rowach znajduje się port morski. W sezonie wypływają stąd statki wycieczkowe. Można także obserwować kutry rybackie wypływające na połów.

Wszystkie zachody słońca

Wyjazd nad Bałtyk w naszym przypadku zawsze musi się skończyć polowanie na malowniczy zachód słońca. Nasza galeria powiększyła o kilka fajnych fotek.

W trudnej sztuce fotografowania pierwsze lekcje pobiera nasz maluch. Modelka mogła być tylko jedna.

plaza w Słowińskim Parku Narodowym